Stoły sądowe

No coś takiego – stoły sądowe. Czy w ogóle coś takiego istniało? Co to za dziwadło taki stół sądowy?

Na tak zwanej prowincji sesje sądowe  czyli roki odbywały się zimą na przykład w karczmach sądowych. Rozprawa sądowa w karczmie wydaje się kwestią miłą i pociągającą, a więc do wspomnianej kwestii jeszcze wrócimy, bowiem uwielbiamy karczemną atmosferę i w ogóle wszelkie knajpy.

Natomiast ciężko zapewne było wytrzymać w gospodzie uczestnicząc w jakiejś trudnej rozprawie, przenoszono się więc na dwór i skład sędziowski zasiadał wokół stołu sądowego. Cieszmy się, że kilka takich bardzo starych obiektów zachowało się do naszych czasów, co pokażemy w naszej niewielkiej galeryjce pod tym krótkim tekstem.

Polscy emigranci do USA, lata 1870-1950

Internet Archive jest znakomitą instytucją posiadającą w zbiorach miliony fotografii, filmów, plików audio i dokumentów. Po prostu historia ostatnich kilku wieków naszego świata w wielomilionowych szczegółach. Zadajemy pytanie wewnętrznej wyszukiwarce tej witryny i mamy mnóstwo wyników na interesujący nas temat. Kiedyś wklepałem tam temat polski w prasie amerykańskiej na przełomie XIX i XX wieku i nawet sobie nie wyobrażacie jaki obfity plon zebrałem.

Zaciekawił mnie także temat polskich imigrantów, a właściwie jego udokumentowanie w zbiorach fotograficznych. Znalazłem trochę zdjęć i własnie Wam przedstawiam serię obrazów, utrwalających – jak sądzę – jedne z najważniejszych momentów życia ich bohaterów. Popatrzmy na twarze i sytuacje ludzi szukających lepszego życia w Stanach Zjednoczonych w latach 1870-1950:

 

Ślub z Olą

Konstancin Jeziorna, USC na ul. Świetlicowej 1, w bezpośrednim sąsiedztwie Straży Pożarnej, dnia 3 czerwca 2017 r. po 6 latach znajomości wzięliśmy ślub ja z Olą Duszyńską z d. Czekay. Potem wraz z najbliższymi Znajomymi zjedliśmy pyszny obiad z restauracji „Zawrotnica” w Piasecznie, w budynkach po końcowej stacji kolejki wąskotorowej:

Kapliczki pokutne

Tu oglądamy, czytamy niewiele bowiem strona jest poświęcona fotografii, a więc nawet odległa historia jest wizualizowana przy pomocy materiału światłoczułego, a teraz w wyniku czarownej kompozycji pikseli.

Krzyże i kapliczki pokutne były wymagane przez dawne prawo karne jako zadośćuczynienie przez mordercę na rzecz pamięci zabitego i na rzecz jego rodziny. Skazany był do wystawienia kapliczki zobowiązywany przez sąd oprócz orzeczenia kar pieniężnych. W wypadku śmierci skazanego obowiązek przechodził na jego rodzinę. Na tzw. Ziemiach Zachodnich (kto pamięta, że nazywały sie niegdyś Ziemiami Odzyskanymi) zachował się sporo wspomnianych obiektów z różnych czasów. Rozrzut powstawania – od średniowiecza do połowy XIX wieku, tak trwała była ta tradycja karania:

 

 

Uznanie autorstwa tych zdjęć ma miejsce przez uwidocznienie odpowiednich napisów na samych fotografiach.

Obiekt 1

Nie no zaraz będzie afera, że tam na fotach są co najmniej dwa obiekty plus jakaś nieznana osoba towarzysząca. Otóż oświadczam uroczyście, że ławka i kosz na śmieci tworzą jeden obiekt artystyczny i ani ciut więcej!!! I tak będzie w dalszym ciągu tej przygody fotograficznej, dlatego tytuły poszczególnych i zarazem kolejnych odcinków będą brzmiały „Obiekt 1, 2, 3, ….”.

Idąc ulicą Bitwy Warszawskiej 1920 roku spostrzegłem obiekt nr 1 i zahamowałem jak luksusowa limuzyna. Stop! Oto przedmiot pstrykania jak jasny gwint i ta bystra myśl przeobraziła się w wielki czyn:

Pałac Prezydencki dawniej zwany Namiestnikowskim

Zostaliśmy z Olą oprowadzeni przez Romka po Pałacu i był to czas spędzony pożytecznie i przyjemnie.Podobały nam się dzieła sztuki wstawione do niektórych sal i komnat. Obrazy i rzeźby sprowadzone z krakowskiego Muzeum Narodowego oraz z kilku innych miejsc wystawowych. Szczególne wrażenie wywarła na mnie sala, w której rozwieszono na tle granatowych ścian znakomite dzieła Jerzego Nowosielskiego, pięknie zaakcentowane światłem punktowym. Zwróciła nasza uwagę również sala Chorągwiana, w której zebrano nasze flagi od zrobionej ściśle według średniowiecznej technologii chorągwi spod Grunwaldu do flagi NSZZ Solidarność. 

Ale przystąpmy do oglądania wnętrz pałacowych, utrwalonych na fotografiach, zebranych w album:

 

Czarna OLA czyli Aleksandra Macedońska

Było tak, że Ola zanim stała sie moją kochaną Olunią była Czarną Olą, a moze mozna by powiedziec, że była nawet Czarną OLKĄ, ale jednak majestat Aleksandry Macedońskiej niweczy wszelkie przymilanie się i poklepywanie olkami. Czarna Ola jest bohaterką publikowanej niniejszym serii pod takim własnie tytułem. Czy ktoś w tej okrutnej dziewoji rozpozna teraźniejsza piękną i mile uśmiechniętą Panią z profilu Fb? Podziwiajcie, patrzcie, pożerajcie wzrokiem licznych oczu (niezły zwrot, co?), a ja ukryty za kulisą bede to śledził pieniąc sie z zazdrości!

Druga odsłona: Skąd i gdzie zaczęła się podziemna prasa, w której działałem?

W poprzednim wpisie na ten temat o znanym nam już tytule:

Skąd i gdzie zaczęła się podziemna prasa, w której działałem? wprowadziliśmy Czytelników w środowisko, w którym powstały tytuły prasy podziemnej. Tygodnik ilustrowany o ksywie „PAW”, a właściwie „Przegląd Wiadomości Agencyjnych” Książkę o tym czasopiśmie wydali kilka lat temu Jan Doktór i Jan Bryłowski. Zamieszczono w niej teksty napisane przez (oprócz wymienionych redaktorów): Stanisławę Domagalską, Jacka Maziarskiego, Jerzego Brukwickiego, Anielę Bryłowską, Krzysztofa Czabańskiego, Jana Dworaka, Grzegorza Eberhardta, Andrzeja Friszke, Konstantego Geberta, Wojciecha Giełżyńskiego, Aleksandrę Lompart, Ernesta Skalskiego i Jana Strękowskiego czyli ludzi znajdujących się teraz na przeciwstawnych krańcach sceny politycznej.

 Po oficjalnej prezentacji wróćmy do mieszkania na Jagiellońskiej, w którym powstawało PWA (drukowane było dwa piętra wyżej przez Norberta Pietrzaka i Grzegorza Eberhardta (obaj już świętej pamięci) czyli wróćmy do niesamowitego mieszkania Kosów, które tak opisuje w wymienionej książce Stacha Domagalska:

„Z KOSAMI ZAPRZYJAŹNIENI BYLI Piotr Wójcicki i Brojerowie. Z Jankiem byliśmy tam po raz pierwszy w kwietniu 1980 roku na szumnym oblewaniu doktoratu Boh¬dana. Ich mieszkanie na Jagiellońskiej w secesyjnej kamienicy praskiej, gdzie przed wojną mieściła się żydowska szkoła, robiło wrażenie. Wysokie na pięć metrów, do sufitu obłożone książkami. Na ścianach wisiały obrazki Ninel. Malowane na de­skach stwory ze złych snów. Ninel i Bohdan poznali się na studiach we Wrocławiu. Bohdan – elektronik, niewiele lat pracował w wyuczonym zawodzie. Z kolegami założył grupę literacką „Hermetoza”. Pisał prozę, wiersze, drukował odręcznie pi­smo pt. „Czasoprzestrzenny Periodyk Hermetozy Otwartej ŁONO”. Na stole ciągle wrzał samowar, w porcelanowym czajniczku parzyła się najlepsza na owe czasy w Warszawie herbata. Sporo też się piło, ale było to bankietowanie radosne, to­warzyskie. Przez dom od rana do późnej nocy przewalały się dziesiątki ludzi. Do stanu wojennego rozmawiało się o literaturze, teatrze, filmie – Kosowie oglądali i czytali wszystko, co było ważne. Ich dwaj nad wiek rozwinięci synowie, starszy Łukasz i młodszy Mateusz, z głowami ledwo co wystającymi zza stołu często brali udział w tych biesiadach. Jeśli zabrakło wódki, ktoś pędził po następna butelkę na pobliską Brzeską. Zagryzało się chlebem, białym serem. Kto trafił do Kosów, zakochiwał się w nich i ich domu”.

Dodam, że było to uczucie odwzajemnione. Czułem niesłychane przywiązanie do Domu Jagielońskiego, do Ninel, Bohdana i dwóch wtedy szkrabów – Łukasza i Mateusza, a teraz dojrzałych ojców wielodzietnych rodzin.

Pierwszy numer „Pawia” został wydany dwa tygodnie bo zabójstwie księdza Jerzego Popiełuszki, kiedy byliśmy niesłychanie wstrząśnięci tragedią i cierpienie dzisiejszego błogosławionego Jerzego (oby jak najprędzej świętego).

Pozostały po tym okresie zdjęcia i skany, których wybór tutaj przedstawimy, przepraszając za jakość niektórych:

 

Spotkaliśmy sie po latach w 2007 r. w czerwcu w posiadłości Andrzeja Fedorowicza. PWA oraz Radio Solidarność 2 i przyjrzeliśmy się sobie oraz swojej młodości i mniej więcej tak się przyglądaliśmy:

[huge_it_gallery id=”3″]

 

Braun wzięty

Wzięty za męża przez pannę Aleksandrę Magdalenę Gruziel w dniu dzisiejszym, 6 grudnia 2014 r. w kościele o.o. redemptorystów pod wezwaniem św. Klemensa Dworzaka na ul. Karolkowej 49 w Warszawie. Mój ulubiony realizator filmowy, dokumentalista ważny dla nas widzów merytorycznie, Grzegorz Braun powiedział „TAK” pannie Aleksandrze, a ona jemu – na całe życie i jeszcze dłużej. Wasz kolega, znajomy i nieznajomy czyli ja sam był tam gdzie trzeba i sfotografował to szczęśliwe wydarzenie. Oto kilkadziesiąt zdjęć:

[huge_it_gallery id=”12″]